Sierpień powoli się kończy, więc wyskoczyłem nad Skorę porzucać. Nie wiem gdzie ja będę śmigał na lipienie, bo tam ich raczej nie ma.
W każdym razie, zanim dojechałem zaczęło padać. Czym wyżej w górę rzeki tym woda bardziej mętna. Widzałem dwie zbiórki, ale łowiłem na jaskrawą złotogłówkę i efekty były. Miałem około 10 pstrążków. Niestety nic większego nie siadło.
Kiedyś ja znalazłem psa, a teraz pies mnie. Na początku myślałem, że jest taki na maksa zainteresowany sztuką muszkarstwa, bo ciągle chodził brzegiem za mną. Bał się wody, ale ostatecznie skoczył i przepłynął na drugi brzeg. Tam już go mało widziałem, bo poszedł zwiedzać tereny.
Miejscowi wspomnieli też o kormoranach w lutym. Nie jest to duża rzeka, więc szybko musiały wyczyścić te lipienie, które łowiłem ubiegłej jesieni.


wtorek, 24 sierpnia 2010
W kolorze kakao
Autor: Glina o 22:56 1 komentarze
niedziela, 16 maja 2010
Mokro i nieprzyjemnie
Padało praktycznie chyba przez cały piątek. Plany to mi trochę pokrzyżowało, ale i tak zdecydowałem się wyrwać z domu. Pojechałem zobaczyć jedną małą rzeczkę. Okazała się być typowo nizinnym ciekiem, raczej nie nadającym się do muchowania.
Wracając zahaczyłem na moje łowisko, czyli małą rzeczkę, w której zamieszkują pstrągi. Woda podniesiona i brązowa, ale mimo wszystko obłowiłem krótki kawałek odpowiednią nimfą jak na taką pogodę. Bez efektu, ale tego się spodziewałem.
Wracając lasem, dość blisko mostku na rzece zobaczyłem coś jasnego pod drzewem. Okazało się, że to pies. Suka na początku się bała, ale później podbiegła. Było to daleko od zabudowań, więc ktoś musiał ją tu wywieźć. Chciałem ją zabrać do najbliższej wioski po drodze, ale bała się odgłosu silnika. Biegła za mną przez jakiś czas, więc mam nadzieję, że dotarła do wioski i ktoś się tam nią zaopiekuje (a typ, który ją tam zostawił umrze samotnie).



Autor: Glina o 09:59 0 komentarze
Etykiety: pies